Dwa lata w Indonezji

Marzenia się nie spełniają. Marzenia się spełnia, ciężko na to pracując. Tworzy się plan, dąży do jego realizacji, nastawia się każdą cząstkę swojego mózgu na to, co chce się osiągnąć. I, co według mnie jest jednocześnie najważniejsze i najtrudniejsze, wychodzi się ze swojej strefy komfortu. To ona potrafi człowieka stłamsić i ograniczać, no bo po co coś zmieniać, skoro teraz jest dobrze? Strach przed nieznanym może być paraliżujący, jednakże jeśli dobrze się go ukierunkuje, to staje się on największą siłą pchającą w kierunku nowych przygód.

Dzisiaj mijają dokładnie dwa lata od mojej przeprowadzki do Indonezji. Myślę, że to dobra okazja, żeby w końcu zacząć Wam trochę przybliżać tutejsze życie. Póki co średnio mi się to udawało, niedawno nawet moja siostra przyznała, że o Indonezji wie ode mnie tylko tyle, że alkohol jest drogi, a słońce zachodzi zawsze o osiemnastej…

A przecież o tym największym na świecie kraju wyspiarskim można by opowiadać w nieskończoność! O różnorodności kulturowej; o kilkuset językach, którymi na co dzień posługuje się ponad 250milionowa ludność tego kraju; o tym, że ponad 90% Indonezyjczyków to muzułmanie, ale de facto nie jest to kraj muzułmański; o tysiącach bezludnych wysp otaczających główny archipelag, który składa się z Sumatry, Jawy, Kalimantan, Sulawesi i kilku mniejszych wysp… można by tak jeszcze długo wymieniać, kiedyś przybliżę Wam bardziej te wszystkie tematy.

Teraz chciałabym się skupić na tej rocznicy, o której wspomniałam wcześniej. Pamiętam jak równe dwa lata temu wsiadłam na pokład samolotu lecącego z Warszawy do Dubaju, czekając na odprawę reszty pasażerów wzięłam telefon do ręki i wybrałam numer mojej przyjaciółki Agnieszki. Do dzisiaj pamiętam dokładnie tę rozmowę, moje ogromne obawy, chęć zrezygnowania z tego całego planu… w mojej głowie było tylko jedno pytanie: „Po cholerę ja tam w ogóle lecę?!”. Jednak na szczęście Adze udało się mnie uspokoić, lot minął szybko i przyjemnie, i po 22 godzinach znalazłam się na lotnisku w Jakarcie, stolicy Indonezji.

Kiedy wysiadłam z samolotu, po raz pierwszy w moim 23-letnim życiu byłam zdana tylko i wyłącznie na siebie. Nie znałam tu nikogo, język indonezyjski brzmiał dla mnie równie egzotycznie jak słyszane pięć razy dziennie Allahu Akbar, niewyobrażalnie chaotyczny ruch uliczny w Jakarcie powodował u mnie ataki paniki, a wizja spędzenia tu czterech miesięcy (bo taki był początkowy plan) wydawała się… no coż, paraliżująca. Jednak pomimo moich obaw bardzo szybko zaaklimatyzowałam się w tym szalonym mieście. Już przed przylotem do Jakarty dostałam się na staż jako specjalista od marketingu i PR w jednym z najbardziej znanych stołecznych barów, to również niezwykle pomogło mi w szybkiej aklimatyzacji i pokonaniu szoku kulturowego.

Tak było dwa lata temu. Od tego czasu moje życie zmieniło się o 180 stopni.  Ja sama na pewno stałam się dużo bardziej niezależna, odpowiedzialna, odważna, żądna przygód… i szczęśliwsza. Przeprowadzka do Indonezji była najbardziej szaloną decyzją w moim życiu, ale jednocześnie również najlepszą. Dzisiaj już nie wyobrażam sobie powrotu na stałe do Polski, jestem pewna, że na zawsze zwiążę swoje życie z Indonezją.

Ale wracając do tematu marzeń – jak już wspomniałam na początku, one się same nigdy nie spełniają. Jeśli masz jakieś marzenie, to musisz nastawić cały swój umysł i poświęcić całą swoją energię na jego realizację. Moim już od dawna było życie w egzotycznym kraju i odkrywanie nowych miejsc do zwiedzenia. I tak krok po kroku nieustannie dążę do realizacji moich celów. Także uwierz mi, warto mieć marzenia. Warto dążyć do ich spełnienia, bo nawet coś, co na początku wydaje się zupełnie nierealne i niemożliwe do zrealizowania, z czasem przemienia się z marzenia w plan, a z planu w rzeczywistość, w której się nagle znajdujesz. I wtedy uświadamiasz sobie, że nie ma rzeczy niemożliwych 🙂

Reklamy

3 myśli na temat “Dwa lata w Indonezji

  1. Pierwsze kroki już poczynione 🙂 Trzymam kciuki za dalszy rozwój bloga! Pierwszy wpis bardzo motywujący. Jedna uwaga – nie warto stosować zwrotu „na zawsze”. Życie potrafi zaskakiwać. Ty to wiesz najlepiej… Kocham Cię i tęsknię.

    Polubione przez 1 osoba

  2. Cudnie Aga, ten wpis przeczytałam ze łzami w oczach z tęsknoty i dumy, będę czytać każdy, ten blog od dziś staje się moją codzienną lekturą. Kocham Cię moja pozytywna wariatko

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s